Największe mazurskie tajemnice drzemią wśród północnych lasów przy samej granicy z Rosją. Ta wycieczka jest mniej nasycona miejscami do zwiedzania, ale za to na trasie nie unikniemy zachwycających widoków i miejsc, gdzie warto choć na chwilę się zatrzymać. Z Giżycka wyjeżdżamy ul. Suwalską i przez wieś Sulimy oraz Pieczonki docieramy po kilkunastu kilometrach do Kruklanek. Z Kruklanek wyruszamy w kierunku Węgorzewa. Jest to przepiękny odcinek szlaku, który zaraz za Kruklankami biegnie wzdłuż brzegu wspaniałego jeziora Gołdopiwo.

Zbliża się jeszcze do niego we wsi Jeziorowskie, po czym przez obszerny kompleks leśny, porastający północno-wschodnie brzegi jeziora, dotrzemy do wsi Jakunówko. Dojeżdżając do wiejskich zabudowań (niedaleko za stojącą po lewej stronie szosy leśniczówką) powinniśmy skręcić z szosy w gruntową drogę, biegnącą w prawo. Dojedziemy nią do wzgórza, na którego szczycie znajduje się duży głaz, zwany przez miejscową ludność Diabelskim Kamieniem.

Był to staropruski święty kamień. W jego górnej części widoczne jest wgłębienie tzw. misy ofiarnej, gdzie składano wota bóstwom, zaś wokół głazu widoczne są pozostałości brukowania. Jeśli wpatrzymy się dłużej w cienkie żyłki, znaczące granitową powierzchnię, dostrzeżemy na pewno ślady krwi niewinnych ofiar, spływającej z ofiarnej misy. U stóp wzgórza stoi tablica z treścią legendy, którą obrósł przez wieki ten staropruski głaz ofiarny.
Na rozjeździe w centrum Jakunówka kierujemy się w prawo na Banie Mazurskie. Około 5 km dalej dojeżdżamy do niewielkiej wsi Grodzisko, której nazwa mówi sama za siebie. Wieś położona jest u stóp stromego wzgórza, wznoszącego się na wysokość 191 m n.p.m. Ten imponujący masyw, obejmujący ok. 2 ha, stanowił niegdyś staropruskie grodzisko, zamieszkałe od wczesnej epoki żelaza po czasy średniowieczne.

Od strony północnej zachowały się wyraźne zarysy wałów kamienno-ziemnych oraz bramy wjazdowej. Na dawnym majdanie znajduje się niewielki staw z którym wiąże się legenda, dotycząca już prawdopodobnie krzyżackich czasów.
W zamku usytuowanym na górze Grodzisko mieszkał rycerz trudniący się rozbojem. Podczas jednej z grabieżczych wypraw zginął jego jedyny syn, a wtedy rycerz zaprzysiągł, że będzie mordował każdego, kto ośmieli się przejeżdżać w pobliżu jego zamku, co też czynił, aż jego mordercza sława rozniosła się szeroko po okolicy. Ludzie zaczęli omijać Grodzisko, ale przypadkiem w te okolice zbłądził pewien świętobliwy mnich. Kiedy ujrzał przed sobą rycerza w czarnej zbroi ze wzniesionym mieczem, zakrzyknął w trwodze wielkim głosem: - A bodajby przepadł psie krwawy! W tym momencie rycerz zniknął, a jego zamek na wzgórzu zapadł się pod ziemię, pozostawiając na szczycie jeno sadzawkę. Okoliczna ludność odetchnęła, ale nadal bała się chodzić na wzgórze, bowiem w księżycowe noce widywano jak po stawie pływa wielka skrzynia, na której leżał czarny pies o płomiennych oczach. Kiedyś w biały dzień kilku wiejskich chłopaków chciało przeciągnąć sieć po dnie, aby zobaczyć, czy nie wyłowią skrzyni, ale kiedy tylko ją zarzucili z głębin dało się słyszeć ochrypłe warczenie, więc przerażeni uciekli.
Legenda ta może być oparta na faktach historycznych, gdyż wraz z Krzyżakami napłynęli na ziemie pruskie tzw. „peregrines” lub „gaste” – rycerze świeccy z całej Europy, pragnący chwały w walkach z poganami, a w ich orszakach częstokroć zwykli rzezimieszkowi, zmuszeni z powodu swoich uczynków do opuszczenia cywilizowanych krain. Za swoje zasługi w służbie zakonu uzyskiwali często nadania ziemskie. Widocznie taki raubritter osiadł w okolicach Grodziska.
Około siedmiu kilometrów na północ od Grodziska znajduje się gminna wieś Banie Mazurskie. Wieś ta, położona nad rzeką Gołdapą u południowych krańców Lasów Skaliskich, jest uważana za „stolicę mazurskiej Ukrainy”. W 1947 r. w ramach akcji „Wisła” przesiedlono tutaj z południowo-wschodnich powiatów Polski wiele rodzin ukraińskich. Ukraińcy z Bań Mazurskich modlą się w cerkwi grekokatolickiej, mieszczącej się w budynku przedwojennego zboru baptystów.
W Baniach Mazurskich należy się skierować na północ i około kilometra po przejechaniu mostu na Gołdapie skręcić w lewo na drogę gruntową, wiodącą do wsi Zakałcze Wielkie. Dobra rycerskie w Zakałczu były przez lata własnością rodu Steinert. To oni wybudowali tutaj dworek z założeniem parkowym, schodzącym ku brzegom Gołdapy. W pobliskim lesie, na osi widokowej dworu, położony jest niewielki cmentarzyk z kaplicą grobową Steinertów.

Kaplica została ograbiona po 1945 r., ale w krypcie grobowej zachowały się dwie trumny ze zmumifikowanymi zwłokami, które można oglądać przez niewielkie okienka w przyziemiu (aby wejść do środka, należy poprosić o klucze w Urzędzie Gminy w Baniach Mazurskich).
Wracamy do szosy i kierujemy się dalej na północ, wjeżdżając w kompleks Lasów Skaliskich. Po kilku kilometrach po prawej stronie drogi zaczynają się bagna Łusznica (Luschnitz). Nazwa ta ma źródłosłów staropruski i oznaczała Rysie Bagno (słowo luysis oznacza w języku staropruskim rysia) Na ich północnym skraju wiedzie w prawo od szosy w głąb podmokłego lasu długa grobla, na której krańcu stoi zagadkowa budowla.

Jest to osadzona na czworobocznej podstawie piramida o blisko szesnastometrowej wysokości – grobowiec rodu von Farenheid. Farenheidowie byli uważani za najbogatszy ród w Prusach Wschodnich, zaś rozległe dobra między Gołdapą a Węgorapą objęli w posiadanie w drugiej połowie XVIII w. Początkowo rezydowali w odległej o kilometr Rapie. Piramidalny grobowiec wybudowano dokładnie na osi widokowej dworu, tak, aby był widoczny z głównej sali. Budowę piramidy na Bagnie Łusznica wiąże się najczęściej ze śmiercią w 1811 r. trzyletniej Ninette von Farenheid, pierworodnej córeczki Friedricha Heinricha Johanna von Farenheida, ale najprawdopodobniej zbudował ją już na przełomie XVIII i XIX stulecia dziadek Ninette – Johann Friedrich Wilhelm. Natomiast brat Ninette – Fritz, przeniósł siedzibę rodu do Bejnun (obecnie Otradnoje w Obwodzie Kaliningradzkim), gdzie wybudował klasycystyczny pałac, sławetne „wschodniopruskie Ateny”, w którym zgromadził wspaniałe zbiory sztuki (m.in. oryginalne sztychy Tycjana, Rafaela, Leonarda da Vinci i Rubensa), które zaginęły lub spłonęły wraz z pałacem podczas ostatniej wojny. Farenheidowie przyjaźnili się m.in. ze słynnym rzeźbiarzem Bertelem Thorwaldsenem, którego rzeźby zdobiły bejnuński pałac i park. Stąd powstało domniemanie, że Thorwaldsen projektował również piramidę, ale nie ma na to żadnych dowodów. Ostatni pochówek w piramidzie miał miejsce w 1849 r. Dzięki niezwykłym właściwościom powietrza wewnątrz piramidy ciała zmarłych uległy zmumifikowaniu. Niestety, po 1945 r. zostały zbeszczeszczone. Między innymi poodcinano im głowy, co okoliczna ludność próbowała tłumaczyć naciąganą legendą, iż zmarli wychodzili o północy z grobowca i grasowali po okolicy - dopiero pozbawienie ich głów zakończyło ten upiorny proceder. Obecnie wnętrze krypty można oglądać jedynie przez boczne, zakratowane okienka, gdyż wejście zabezpieczono murem.
Wokół piramidy w Rapie narosło wiele legend, między innymi mówiących o paranormalnych, radiestezyjnych właściwościach budowli i całej okolicy, ale najprawdopodobniej mumifikacja zwłok nastąpiła z powodu odpowiedniego systemu przepływu powietrza wewnątrz grobowca. Egiptolodzy z Warszawy, którzy badali mumie z Rapy, stwierdzili, iż zwłoki nie były specjalnie preparowane za pomocą ziół, czy środków chemicznych. Odkryli natomiast w grobowcu szczepy bakterii oraz pleśnie o silnym działaniu rakotwórczym. Może to być całkiem realna „klątwa Farenheidów”, która spadnie na tych, co odważyli się naruszyć ich wieczysty spoczynek.
Na wschód od Bagna Łusznica, niedaleko od piramidy Farenheidów, znajduje się Republika Ściborska (od samych Bań Mazurskich prowadzą do niej wyraźnie widoczne drogowskazy) – oryginalna domena znanego z programów telewizyjnych „Biegnącego Wilka” Dariusza Morsztyna.

Ze wsi Ściborki, gdzie Morsztyn ulokował swe „wilcze obozowisko” można się udać na ciekawe, traperskie wyprawy terenowymi samochodami, zaś zimą – saniami, ciągniętymi przez psie zaprzęgi.