Trasa ta okala wielką płaszczyznę jeziora Niegocin (26,65 km2) i ma około 30 km. Nadaje się znakomicie zarówno na wycieczkę rowerową, jak i samochodową. W drugim przypadku pozostanie więcej czasu na podziwianie pięknych miejsc i odpoczynek nad brzegiem jeziora. Proponuję też dwa krótkie wypady w bok od głównego szlaku.

Z hotelu wyjeżdżamy ul. Dąbrowskiego w kierunku jeziora, potem w lewo ul. Kolejową, koło dworca PKP wjeżdżamy w ul. Gdańską (na wprost), po czym na skrzyżowaniu z ul. Białostocką skręcamy w prawo. Za przejazdem kolejowym po prawej stronie rozciąga się panorama Niegocina.
Mijamy położony w dole Camping „Borowo” i osiedle Bystry, po czym wjeżdżamy na morenowy garb wybrzuszający się u wschodnich brzegów Niegocina, z którego widać rozległą płaszczyznę jeziora i zabudowania Giżycka. Po chwili dotrzemy do niewielkiej wsi Ruda, gdzie nasza trasa odbiega w prawo od szosy łomżyńskiej. Tutaj właśnie proponuje pierwsze zboczenie z trasy wokół Niegocina. Warto pojechać 2 km dalej szosa łomżyńską, aby dotrzeć do wsi Staświny.
Mieszkańcy tej wsi przekazują sobie z pokolenia na pokolenie opowieści o pogańskich skarbach, zatopionych w głębokiej, rynnowej niecce jeziora Wojnowo, u stóp Świętej Góry, wyrastającej stromo na wysokość 144 m nad toń jeziora. Podobno woda się tam dziwnie błyszczy nawet w bezksiężycowe noce. W raporcie z badań, prowadzonych na Świętej Górze w drugiej połowie XIX w., niemiecki archeolog zanotował: Ludność okoliczna mówi, ze na górze jest w nocy straszno, a najbardziej w Noc Świętojańską. Pokazują się wtedy dziewice, które tańczą na szczycie. Należy przypuścić, że obchodzone tu były pogańskie święta przesilenia słońca. Połączone zapewne były z tańcami przy ogniu i ucztowaniem.
Święta Góra wciśnięta jest między głęboki jar rzeki Staświnki, a brzeg jeziora Wojnowo, do którego uchodzi rzeka. Miejsce nadawało się idealnie do zamieszkania i obrony, dlatego już najprawdopodobniej ok. 400 r. p.n.e. wyrosło tu obronne grodzisko. Rozległy, ponad 120-metrowy, majdan na szczycie wzniesienia był chroniony z trzech stron przez rzekę i jezioro. Od łagodnie opadającej strony północnej usypany został wał kamienno-ziemny, który pierwotnie dochodził do 6 m wysokości.

Ale nie tylko rolę grodziska obronnego musiało spełniać to miejsce, skoro w nazwie rzeki i wsi wystąpił człon swin (niemiecka nazwa miejscowości – Stasswins, i pochodząca od niej polska, są trawestacją pruskiego nazewnictwa) w języku staropruskim oznaczający świętość. Widocznie było to miejsce kultu, gdzie w noc letniego przesilenia piękne, galindzkie kapłanki tańczyły wokół ognisk, odbijających się w jeziorze, na chwałę władającego ziemią i niebem Potrimpusa oraz Bardoaytsa, wiodącego bezpiecznie czółna po jeziornych głębiach i naganiającego ryby do sieci. Musiały być naprawdę niezwykle piękne, skoro wspomnienie o nich przetrwało tyle pokoleń, albo władający duszami zmarłych Patollus obdarzył je eteryczną nieśmiertelnością i pozwala, aby w szczególne noce powracały na Święta Górę nad Wojnowem.

Żeby dotrzeć w to tajemnicze i piękne miejsce, z którego rozciąga się pyszny widok na meandrujące w dole, niczym rzeka, Wojnowo, musimy przebyć około 800 m z centrum wsi, kierując się dróżką, biegnącą od mostu wzdłuż biegu Staświnki. Po drodze napotkamy duży dwór z początku XX w. o oryginalnej konstrukcji elewacji szczytowych w którym do 1945 r. mieściła się szkoła rolnicza.

W centrum wsi, po drugiej stronie Staświnki, znajduje się interesujący budynek z murowaną kondygnacją parterową, osadzoną na kamiennej podmurówce, i drewnianą, zdobioną kondygnacją szczytową. Mieści się w nim obecnie szkoła podstawowa.
Aby wrócić na naszą trasę musimy powrócić do Rudy i na skrzyżowaniu w centrum wsi pojechać w lewo. Niebawem dojedziemy do mostu na wąskim przesmyku łączącym Niegocin z rynnowym jeziorem Wojnowo. Około 4 km dalej wjedziemy do letniskowej wsi Rydzewo, położonej częściowo nad Niegocinem, a częściowo nad połączonym z nim - Jeziorem Bocznym. U południowo-wschodniego brzegu jeziora Niegocin, na cyplu wrzynającym się w wąski, wodny przesmyk na Jezioro Boczne, stoi okazały XVI-wieczny kościół.

Na przełomie XVII i XVIII w. jego pastorem był Joannes Sartorius, jak na maleńką, mazurską wieś Rydzewo osoba niezwykle wykształcona, legitymująca się tytułem magistra uniwersytetów w Jenie i Królewcu oraz biegle władająca językami: polskim, niemieckim, łacińskim, greckim, francuskim, hebrajskim, chaldejskim i arabskim. Sartorius był też bardzo pobożny i kiedy w 1681 r. na niebie nad Rydzewem ukazała się kometa, zgromadził wszystkich mieszkańców wsi do nieustannych, nocnych modłów w celu odwrócenia zapowiadanego przez nią nieszczęścia. Nie ominęło ono jednak Rydzewa i w 1710 r. epidemia dżumy zdziesiątkowała rydzewską parafię. Zmarły wówczas wszystkie dzieci pastora Sartoriusa, a miał ich siedmioro. Zrozpaczony - ale jak przystało na sługę bożego, nie upadający w wierze - ojciec namalował na desce obraz, przedstawiający całą rodzinę modlącą się pod Krzyżem Pańskim i opatrzył go polskim wierszem:
O zwiędnielyscie moie miłe Dziatki!
Jak lecie zwiędną wyśmienite kwiatki!
Lec zakwitniecie z weselem z radością,
Gdy was Bóg wzbudzy swoią Wszechmocnością.
Cenny obraz przechowywany jest w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, ale w rydzewskim kościele pozostał ołtarz z 1600 r. z XVI-wieczną płaskorzeźbą, przedstawiającą św. Annę oraz zdobiona figurami świętych ambona z 1630 r.
Widocznie epidemia dżumy stanowiła dopust boży za nazbyt swawolne prowadzenie się rydzewskich parafianek, gdyż dokumenty kościelne stwierdzają, że w 1666 r. trzeba było aż kary pręgierza, aby przywołać do przyzwoitości dwie niewiasty: Barbarę Kaczakówną i Katarzynę Kowalewszczankę, które uprawiały potajemne stosunki miłosne i w ogóle zachowywały się bezbożnie.
I dzisiaj trudno w Rydzewie nie folgować ciału, gdyż z zabytkowym kościołem sąsiaduje bezpośrednio Gospoda „Pod Czarnym Łabędziem”, urządzona stylowo w XIX-wiecznej stodole mazurskiej. Z jej okien widać drugi brzeg Jeziora Bocznego i wieś Bogaczewo, która niegdyś należała do rydzewskiej parafii, zaś wiernych dowoził na nabożeństwa prom. Na przylegającym do gospody campingu w pierwszy majowy weekend odbywa się corocznie słynna Rydzewska Majówka, czyli najprawdziwszy ludowy jarmark z występami ludowych kapel i solistów z całych Mazur, jak również pobliskich Kurpii i Suwalszczyzny.
Po wyjechaniu z Rydzewa dojedziemy skrzyżowania, na którym warto odbić od naszego szlaku w lewo, w kierunku Paprotek, aby po przejechaniu około 2 km dotrzeć do zadziwiającego gospodarstwa. Pierwsze zabudowania, jakie napotkamy po prawej stronie drogi, mogą wprawić w osłupienie – cała posesja obudowana jest fantazyjnymi formami, ułożonymi z polnych kamieni.

Są tu kamienne parkany, labirynty i „mazurskie Stonehenge” na polnym wzgórzu. Groźnie prężą się różne skamieniałe diabły i gnomy.
- Z mojego pola zwoziłem zawsze więcej kamieni, niż zbiorów – mówi właściciel tego osobliwego gospodarstwa, Henryk Sawko. – Postanowiłem wiec urządzić taki kamienny park. Wszystkie te kamienie mają swoja historię, którą mogę wam opowiedzieć.
Warto posłuchać, bowiem Henryka Sawko nawiedził poetycki duch tej krainy. Pisze wiersze i zajmuje się też metaloplastyką. Pobielone ściany jego domu udekorowane są wykutymi w metalu bajkowymi zwierzakami.
Po wizycie w kamiennym gospodarstwie powracamy na przebyte wcześniej skrzyżowanie i kierujemy się na nim prosto, wjeżdżając na tzw. Przesmyk Kula. Niewielkie Jezioro Boczne kończy się tutaj Kanałem Kula, wiodącym na jeziora południowej części szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.

Kanał Kula zwany jest przez żeglarzy „mazurskim równikiem”, gdyż w tych okolicach zlokalizowany jest wododział między dorzeczami Pregoły i Wisły. Niemieccy archeolodzy odkryli tutaj pozostałości galindzkiej osady nawodnej oraz grodziska wypiętrzonego na nadjeziornym wzgórzu, zwanym przez Mazurów - Okrągłą Górą (Ringberg). Dziś to miejsce porasta gęsty las, który kryje zapomniany, mazurski cmentarzyk, położony dokładnie na dawnym majdanie staropruskiej osady. Skłaniającym do zadumy nad ostateczną wspólnotą ludzkiego losu przyczynkiem jest epitafium na jednej z mogił: Tu spoczywają: 4 radzieckich i 6 niemieckich żołnierzy, 1 Polak i 9 niemieckich osób cywilnych. Aby tam trafić, należy za mostem na kanale uważnie baczyć na niewielki drogowskaz na prawym poboczu szosy, wskazujący drogę do zabytkowego cmentarza. Jadąc dalej dojedziemy do zarastającego jeziora Mulik, które sięga szosy z lewej strony. Warto troszkę wcześniej skręcić z szosy w leśną drogę w prawo, aby dotrzeć do leśnego pola biwakowego na południowym brzegu Jeziora Bocznego. Są tu chronione daszkiem stoliki z ławkami, gdzie można się rozgościć, podziwiając panoramę jeziora z zabudowaniami wsi Bogaczewo i Rydzewo po przeciwnych brzegach.

Jadąc dalej ową leśną drogą wzdłuż brzegu jeziora wyjedziemy na szosę we wsi Bogaczewo. Jest to typowa wieś letniskowa nad Jeziorem Bocznym. Związana jest z nią pewna legenda. Otóż, kiedy tworzono tutaj parafię i na świeżo pobudowanej dzwonnicy zawieszono dzwon, nocą pojawił się anioł, który przeniósł go na druga stronę jeziora – do Rydzewa. Przywieziono ów dzwon z powrotem do Bogaczewa, ale kolejnej nocy sytuacja się powtórzyła. W związku z tym proboszcz ukorzył się przed siłą wyższą i w ten sposób parafialny kościół został postawiony w Rydzewie, a nie w Bogaczewie. Znakomicie się prezentuje po drugiej stronie jeziora, kiedy patrzy się nań z Bogaczewa.
Dalej szosa blisko 5 km wiedzie wzdłuż zachodniego brzegu Niegocina. Wysoki i zalesiony brzeg w rejonie osady Strzelce był zwany niegdyś Pruskimi Szańcami (Pruzzenschanze) ze względu na liczne pozostałości staropruskich grodzisk. W rejonie Wilkas brzeg jeziora tworzy wysoką, zadrzewioną skarpę. Po prawej stronie szosy jest tutaj zlokalizowana Wioska Turystyczna, gdzie warto zajechać ze względu na cudowny widok, jaki rozciąga się z wyniosłej, porośniętej sosnami skarpy na jezioro Niegocin i leżące na przeciwległym brzegu Giżycko.

W dół skarpy prowadzą drewniane schody do kąpieliska i portu. W okresie międzywojennym była tu skocznia narciarska – skoczkowie lądowali na lodzie, pokrywającym jezioro.
Wieś Wilkasy stanowi turystyczne przedmieście Giżycka. Znajdują się tutaj liczne ośrodki wypoczynkowe i porty oraz dogodna, strzeżona plaża z pomostami i amfiteatrem, w którym latem odbywają się rozliczne koncerty i imprezy artystyczne. Na rondzie w centrum wsi kierujemy się prosto i kiedy po pewnym czasie mijamy przejazd kolejowy – jesteśmy już znów w Giżycku. Za mostem na Kanale Niegocińskim, łączącym jeziora Niegocin i Tajty, możemy zjechać z szosy w prawo w brukowaną ul. św. Brunona. Trafimy wówczas na Wzgórze św. Brunona – dawne grodzisko galindzkie i hipotetyczne miejsce męczeńskiej śmierci w 1009 r. biskupa Brunona z Kwerfurtu i jego osiemnastu towarzyszy, opisywane w rozdziale o spacerze do Twierdzy Boyen. Na wzgórzu stoi zabytkowy, żelazny krzyż z 1910 r., jest to też znakomity punkt widokowy na Niegocin. Jadąc dalej ul. św. Brunona wyjedziemy koło zamku i mostu zwodzonego w centrum Giżycka.